Sam Bankman-Fried zaryzykował swoje życie
Sam Bankman-Fried grozi mu dożywotni wyrok.

Sam Bankman-Fried grozi mu dożywotnie więzienie. Założyciel FTX nie zawdzięcza tego w ostatniej kolejności swojej arogancji i pychy. Komentarz.
Sam Bankman-Fried został skazany na 25 lat więzienia, dramatyczne zakończenie jednej z największych spraw fraudowych w historii kryptowalut. Prezes FTX, który do końca utrzymywał swoją niewinność, zobaczył jak jego ryzykowna gra oparta na arogancji upada wobec przytłaczających dowodów. Proces, który przyciągnął uwagę ze względu na efekt widowiskowy i szokujące odkrycia, nie ukazał jego porażki tylko jako „geniusza kryptowalut”, lecz także jako kogoś, czyja pycha przyczyniła się do upadku.
Ale to także było ujawnienie prawdy. Ujawnienie „geniusza kryptowalut”, „sprytniego handlowca”, który ostatecznie popełnił ludzkie błędy – napędzany arogancją i pewnością siebie. W sumie doprowadziło to do sytuacji, w której szansa na łagodny wyrok stawała się coraz mniejsza.
To zaczęło się krótko po upadku FTX, gdy SBF uznał, że dobrym pomysłem jest publiczne wygłaszanie oświadczeń na temat upadku jego crypto-imperium. Doskonale wiedział, że długo ramy amerykańskiego prawa mogą go doprowadzić do zguby za te deklaracje. „Popełniłem błąd. Byłem CEO, więc to była moja odpowiedzialność,” powiedział Sam Bankman-Fried w wywiadzie dla New York Times nieco mniej niż miesiąc po upadku. W sali sądowej wyraźnie stały się widoczne problemy z pamięcią. Były miliarder kilkakrotnie, ponad 140 razy, mówił różne warianty „nie pamiętam” lub „nie wiem”. Założyciel FTX odmawiał również przyjęcia odpowiedzialności. Zamiast tego zrzucał winę na współwinnych.
Sam fakt, że SBF w ogóle złożył zeznania, był jednym z wielu gwoździ w trumnie. Prawie żaden adwokat nie doradziłby mu podjęcia tak ryzykownego kroku. Dlaczego to zrobił, może tylko on wyjaśnić. Być może wynika to z charakteru SBF. Słynie z gotowości do podejmowania dużych ryzyk. Ta cecha zaprowadziła go do pracy w Jane Street, jednym z największych domów maklerskich na Wall Street. Ale sala sądowa nie jest placem handlowym. Prawa zatłaczającego rynku finansowego nie mają tam zastosowania, liczą się dowody, wiarygodność i ostatecznie sympatia ławników - SBF mógł niewiele pokazać.
W trakcie procesu często prezentował się jako arogancki i niegrzeczny. Szczególnie jedna sytuacja wybija się, gdy odpowiadał na pytanie prokuratora z kasy świadków, mimo że wcześniej obrońca złożył wniosek o odrzucenie wniosku. „Miałem wrażenie, że muszę odpowiedzieć na to pytanie,” powiedział SBF, prawie wyzywająco.
Ogólnie rzecz biorąc, adwokaci SBF często wydawali się przeciętni. W sądzie nie potrafili skutecznie odpowiadać, zwłaszcza w krzyżowym przesłuchaniu głównych świadków takich jak Caroline Ellison, Nishad Singh i Gary Wang. Umowa, którą zawarli byli przywódcy FTX i Alameda z amerykańskimi władzami, miała być jednym z najważniejszych filarów strategii. Zamiast tego ten punkt rzadko był poruszany podczas przesłuchań.